O czym jest ten odcinek

Czy zdarza Ci się martwić o coś, co jeszcze się nie wydarzyło?

Wracać w kółko do tych samych myśli, przewidywać najgorsze scenariusze i mieć poczucie, że jeśli przestaniesz się martwić, coś pójdzie nie tak?

W tym odcinku razem z Martyną rozmawiamy o nadmiernym zamartwianiu się: skąd się bierze, dlaczego tak trudno je zatrzymać i co sprawia, że umysł nieustannie szuka kolejnego „a co, jeśli…”.

Agenda odcinka:

  • 01:06Nic się nie dzieje, a w głowie i tak trwa „a co jeśli”
  • 01:38Martwienie się samo w sobie nie jest problemem
  • 02:11Zamartwianie się własnym zamartwianiem
  • 02:45Efekt domina: jedna myśl „a co jeśli” uruchamia kolejne
  • 03:49Dlaczego zamartwianie się bywa podstępne
  • 04:21Różnica między „co mogę zrobić” a „a co jeśli”
  • 04:54Dlaczego samo „przestań o tym myśleć” nie wystarcza
  • 05:27Zamartwianie się ma dać poczucie bezpieczeństwa, działa odwrotnie
  • 06:00Mózg dostaje zadanie: znajdź wszystko, co może pójść źle
  • 07:07Trudność w tolerowaniu niepewności i błędne koło sprawdzania
  • 08:44Kiedy zwykłe martwienie się staje się problemem
  • 09:16Celem nie jest życie bez lęku
  • 10:22Co robić, kiedy obawy są realne
  • 11:28Pierwszy krok pracy nad zamartwianiem się w CBT
  • 12:35Przykład: „na pewno się nie gniewasz?”
  • 13:09Kiedy zamartwianie się zastępuje działanie
  • 14:17Pytanie na start: rozwiązuję problem czy tylko o nim myślę
  • 14:50„Nie potrafię przestać o tym myśleć”: zamiast walki z myślą
  • 15:24Nie każda myśl wymaga rozwiązania
  • 15:58Pytanie, z którym zostaje słuchacz

Bo martwienie się nie zawsze oznacza, że jesteś przygotowany. Czasem oznacza, że Twój umysł próbuje dać Ci poczucie kontroli nad czymś, czego kontrolować się nie da.

Podsumowanie odcinka

Zamartwianie się potrafi trwać także wtedy, gdy nic złego się nie dzieje. Nie masz jutro egzaminu, nie czeka Cię ważna rozmowa, nikt nie choruje, w pracy jest w miarę dobrze. A w głowie mimo to cały czas coś się kręci: „a co jeśli coś pójdzie nie tak?”, „a co jeśli wydarzy się coś złego?”. Gdy jeden problem się kończy, pojawia się następny. Marcela Kwiecień nazywa to rodzajem lęku, o którym mówi się mniej.

Rozmowa z Martyną Jakubiszak pokazuje, czym martwienie, które pomaga się przygotować, różni się od tego, które kręci się w kółko. Wyjaśnia też, dlaczego samo „nie myśl o tym” nie rozwiązuje problemu. Opisuje również, jak wygląda praca nad tym w terapii poznawczo-behawioralnej, a na koniec podpowiada, od czego zacząć.

Czy zamartwianie się jest normalne i czy zawsze szkodzi?

Martwienie się jest normalne, a zamartwianie się staje się problemem, kiedy trudno je zatrzymać. Każdy z nas czasem się martwi, choćby przed ważną rozmową w pracy albo gdy choruje ktoś bliski. Takie martwienie może nawet pomóc się przygotować. Problem zaczyna się, gdy martwienie jest bardzo częste, zabiera dużo czasu albo wpływa na codzienne funkcjonowanie.

Zdarza się też, że człowiek martwi się własnym martwieniem. Myśli wtedy „znowu się martwię”, a zaraz potem „coś jest ze mną nie tak”. Według Martyny samo pojawienie się niepokoju albo trudnej myśli jest częścią normalnego funkcjonowania i nie oznacza jeszcze, że dzieje się coś niepokojącego. W terapii bardziej niż sama myśl liczy się to, co dzieje się dalej.

Dlaczego zamartwianie się działa jak domino?

Domino to dobry obraz zamartwiania się: jedna myśl „a co jeśli” uruchamia kolejną. Marcela pokazuje to na przykładzie: z myśli „a co jeśli sobie nie poradzę w pracy?” robi się „stracę pracę”, a potem „nie będę mieć pieniędzy”. Po kilku krokach człowiek jest 5 scenariuszy dalej.

Według Martyny to dobry przykład tego, jak rozwija się zamartwianie. Scenariusze dotyczą bardzo często przyszłości. Może to sprawiać wrażenie, że człowiek próbuje przygotować się na każdą możliwą sytuację.

Plan B brzmi przecież rozsądnie, zauważa Marcela, a Martyna przyznaje jej rację. Zamartwianie się często zaczyna się od czegoś rozsądnego: od chęci przygotowania i uniknięcia błędu. Dlatego bywa podstępne. Kłopot pojawia się wtedy, gdy człowiek przekracza moment, w którym myślenie pomaga coś rozwiązać, i zaczyna krążyć wokół tego samego.

Zaburzenia lękowe i OCDLęk uogólniony (GAD): gdy zamartwianie się staje się chorobąPrzeczytaj artykuł

Czym różni się zamartwianie się od rozwiązywania problemu?

Rozwiązywanie problemu pyta „co mogę zrobić?”, a zamartwianie się „a co jeśli?”. Marcela ujmuje tę różnicę wprost. To bardzo dobre rozróżnienie, przyznaje Martyna. Kto ma konkretny problem, może szukać rozwiązania: przy prezentacji w piątek można ułożyć plan, poćwiczyć albo poprosić kogoś o informację zwrotną.

Kto natomiast przez godzinę powtarza sobie „a co jeśli się zatnę?” albo „a co jeśli ktoś zauważy, że się stresuję?”, ten może mieć poczucie, że cały czas coś robi. Do przodu jednak się nie posuwa, zauważa Martyna.

Dlaczego nie mogę przestać się zamartwiać?

Samo polecenie „nie myśl o tym” zazwyczaj nie rozwiązuje problemu, a zamartwianie się często pełni jakąś funkcję. Według Martyny zamartwianie się może dawać poczucie przygotowania i chwilowe poczucie kontroli, a bywa też próbą uniknięcia zaskoczenia: kto cały czas przewiduje, co może pójść źle, ma poczucie gotowości. Przynajmniej się nie rozczaruje.

Czasem człowiek martwi się po to, żeby poczuć się bezpieczniej, podsumowuje Marcela. Martyna zgadza się, ale wskazuje paradoks: im więcej scenariuszy ktoś próbuje przewidzieć, tym więcej potencjalnych zagrożeń zauważa. Mózg dostaje wtedy niejako zadanie: znaleźć wszystko, co może pójść źle. Zaczyna je wykonywać.

Skupienie uwagi na zagrożeniach ułatwia zauważanie informacji, które mogą potwierdzać, że coś jest nie tak. Poczucie zagrożenia może się wtedy utrzymywać. Przykład związku podaje Marcela: kto cały czas zastanawia się, czy w relacji coś jest nie tak, uważniej obserwuje każde dziwne zachowanie partnera lub partnerki.

Przykład rozwija dalej Martyna. Krótsza odpowiedź niż zwykle albo inny ton wystarczą, by pojawiła się myśl „coś jest nie tak”. Potem zaczyna się analiza: ton głosu, wysłana wiadomość, to, co padło rano. Nagle zwykła krótka odpowiedź staje się dowodem w całym śledztwie.

Czy zamartwianie się wynika z potrzeby większej pewności?

Za zamartwianiem się często stoi trudność w znoszeniu niepewności, czyli tego, że nie wiemy, co się wydarzy. Martyna Jakubiszak opisuje to tak: człowiek nie tyle wie, że coś złego się wydarzy, ile nie wie, czy się wydarzy, a bardzo trudno mu znieść tę niewiedzę. Różnica jest duża.

Pewności na 100 procent w życiu praktycznie nigdy nie ma, przypomina Marcela. Nie wiadomo, czy jutro wszystko pójdzie dobrze, co ktoś o nas pomyśli ani czy relacja zawsze będzie wyglądać tak samo. Próba zdobycia absolutnej pewności przez ciągłe analizowanie, sprawdzanie albo pytanie innych osób może prowadzić do błędnego koła. Zawsze można bowiem znaleźć jeszcze jedną rzecz do przeanalizowania.

Błędne koło wygląda tak: „muszę mieć pewność, że wszystko jest dobrze”, więc człowiek analizuje. Przez chwilę czuje ulgę. Potem pojawia się kolejna wątpliwość, więc analizuje znowu.

Chwilowa ulga jest ważna, wyjaśnia Martyna: jeśli po sprawdzeniu czegoś albo zapytaniu kogoś czuje się ulgę, mózg może nauczyć się, że sprawdzanie zmniejsza napięcie. Następnym razem łatwiej po nie sięgnąć. Coś, co pomaga nawet chwilowo, może więc długofalowo podtrzymywać problem. W CBT pyta się o dwie rzeczy: czy zachowanie działa teraz i co dzieje się później.

Sen i ciałoJak radzić sobie ze stresem, co działa, a co tylko brzmi dobrzePrzeczytaj artykuł

Po czym poznać, że martwienie się przestało być zwykłe?

Nie ma jednej liczby minut ani myśli, po której można powiedzieć, że zamartwianie się jest już problemem. Martyna Jakubiszak patrzy na szerszy obraz: jak często się martwimy, jak trudno to przerwać, ile miejsca to zajmuje w życiu. Ważne jest też, czy martwienie wpływa na funkcjonowanie.

Pytania z codzienności proponuje Martyna. Czy przez zamartwianie trudno zasnąć albo skupić się w pracy? Czy napięcie jest ciągłe? Czy zaczynamy unikać różnych sytuacji albo cierpią na tym relacje?

Czy da się żyć bez zamartwiania się i co, gdy obawy są realne?

Celem pracy nad zamartwianiem się nie jest życie bez lęku, bo byłoby ono nierealne. Trudne myśli i emocje nie powinny jednak zacząć kierować całym życiem. W rozmowie pada też uwaga, że pacjenci często oczekują stanu, w którym już nigdy się nie stresują, a przecież lęk jest częścią normalnego doświadczenia.

Można nauczyć się lepiej z lękiem radzić, ale nie chodzi o wyeliminowanie go do końca. Obawy bywają realne, zauważa Marcela: coś złego rzeczywiście może się wydarzyć, a wtedy trudno powiedzieć „nie martw się”. Zgadza się z tym Martyna, bo życie nie daje takiej gwarancji.

Cel terapii to nie zapewnienie, że nic złego nie nastąpi, bo tego nie da się obiecać. Tego nie wie nikt. Uczy się innego podejścia: „nie wiem, co się wydarzy, ale jeśli pojawi się trudność, spróbuję sobie z nią poradzić”.

Marcela ujmuje to jako zamianę „muszę mieć pewność, że będzie dobrze” na „nie mam pewności, ale poradzę sobie z tym, co się wydarzy”. Według Martyny to ważna zmiana: nie próbujemy kontrolować tego, czego nie da się kontrolować, tylko skupiamy się na tym, na co mamy wpływ.

Nurty terapiiTerapia poznawczo-behawioralna (CBT): na czym polega i komu pomagaPrzeczytaj artykuł

Jak wygląda praca nad zamartwianiem się w terapii CBT?

Praca nad zamartwianiem się w CBT zaczyna się od zrozumienia, jak ten mechanizm wygląda u konkretnej osoby. Martyna Jakubiszak przypomina, że nie każdy martwi się w taki sam sposób. Sprawdza się więc, co uruchamia zamartwianie, jakie myśli się wtedy pojawiają, a co osoba robi, gdy zaczyna się martwić.

Reakcji może być wiele: sprawdzanie, pytanie innych, unikanie, szukanie informacji, próba zaplanowania wszystkiego. Liczy się też to, co dzieje się z człowiekiem chwilę później. Jednej techniki dla wszystkich nie ma, podsumowuje Marcela.

Terapia nie polega na tym, że każdemu, kto się martwi, daje się tę samą kartkę z ćwiczeniami, mówi Martyna. Jeśli ktoś stale próbuje zdobyć 100 procent pewności, można stopniowo ograniczać zachowania, które mają ją dać, i uczyć się tolerować jej brak.

Przykład podaje Marcela: ktoś ciągle pyta partnera lub partnerkę „na pewno się nie gniewasz?”. Jeśli takie pytanie jest częścią szerszego wzorca i służy głównie zmniejszaniu lęku, można wspólnie przyjrzeć się temu mechanizmowi, mówi Martyna. Nie chodzi o to, by od jutra o nic nie pytać. Trzeba sprawdzić, czy pytanie wynika z potrzeby informacji, czy z chęci zmniejszenia niepewności lub napięcia, a różnica bywa subtelna.

Co robić, gdy zamartwianie się zastępuje działanie?

Poczucie działania, które daje zamartwianie się, może odsuwać od konkretnego kroku. Martyna Jakubiszak podaje przykład osoby, która przez 3 miesiące analizuje, czy zmienić pracę: czy to dobry moment, czy da sobie radę, co jeśli nowa praca będzie gorsza, co jeśli odejdzie, a potem będzie żałować. Po tych 3 miesiącach nadal nie wie więcej.

Czy potrzeba wtedy mniej myślenia, a więcej działania, pyta Marcela. Martyna przyznaje, że czasami tak. „Przestań myśleć i po prostu działaj” nie jest jednak jej zasadą, bo czasem trzeba się zastanowić. Chodzi o rozróżnienie: czy w tej chwili mogę coś zrobić, a jeśli tak, jaki jest najmniejszy konkretny krok?

Na pytanie, od czego zacząć, Martyna proponuje bardzo proste pytanie: czy właśnie rozwiązuję problem, czy tylko kolejny raz o nim myślę? Jeśli jest coś, co można zrobić, warto przejść do konkretu. Jeśli problem dotyczy czegoś, na co nie ma się wpływu, dalsze analizowanie może nie przynieść odpowiedzi. Można wtedy spróbować wrócić do teraźniejszości.

Co zrobić, gdy nie potrafię przestać o czymś myśleć?

Przy zamartwianiu się nie warto zaczynać od walki z myślą, bo próba „nie myśl o tym” może jeszcze bardziej skupić uwagę na tym, czego chcemy uniknąć. Zauważyć „okej, znowu się martwię” proponuje Martyna. Potem można zapytać, czy jest coś, co da się z tym teraz zrobić.

Jeśli tak, można działać. Jeśli nie, warto pozwolić niepewności być, zamiast za każdym razem szukać kolejnej odpowiedzi. Nie chodzi o wygranie walki ze swoim mózgiem, ujmuje to Marcela. Stopniowo uczymy się, że nie każda myśl wymaga rozwiązania, dodaje Martyna.

Marcela zauważa, że często żyjemy w takim przekonaniu: wystarczająco długa analiza w końcu da pewność. Pewności czasem po prostu nie da się znaleźć, odpowiada Martyna. Wtedy ważniejsza od kolejnej analizy bywa umiejętność poradzenia sobie z tym, że nie wiemy.

Na koniec Martyna proponuje jedno pytanie do zapamiętania: czy moje myślenie pomaga mi coś rozwiązać, czy tylko na chwilę zmniejsza mój niepokój? Samo zauważenie tej różnicy bywa początkiem zmiany. Nadzieję na inne spojrzenie wyraża też Marcela: osoby, które od dawna pytają, dlaczego ciągle się czymś martwią, mogą zobaczyć w tym mechanizm, który da się lepiej zrozumieć, a nie słabość czy charakter.

Co warto zabrać z tego odcinka

  • Niepokój i trudne myśli są częścią normalnego funkcjonowania. „Znowu się martwię” nie oznacza, że coś jest z Tobą nie tak. Ważne jest, co robisz dalej.
  • Pytanie „co mogę zrobić?” prowadzi do planu, na przykład przećwiczenia prezentacji. Powtarzanie „a co, jeśli?” nie przybliża Cię do rozwiązania.
  • Zamartwianie daje chwilowe poczucie kontroli i przygotowania, ale efekt bywa odwrotny: im więcej scenariuszy próbujesz przewidzieć, tym więcej potencjalnych zagrożeń zauważasz.
  • Ciągłe analizowanie, sprawdzanie lub pytanie innych daje tylko chwilową ulgę. Potem pojawia się kolejna wątpliwość i wracasz do analizy.
  • Nie ma liczby minut, po której martwienie staje się problemem. Liczą się jego częstotliwość, trudność przerwania oraz wpływ na sen, pracę i relacje.
  • Celem nie jest życie bez lęku i trudnych myśli, tylko to, żeby nie zaczęły kierować całym Twoim życiem.
  • Nikt nie może obiecać, że nic złego się nie stanie. Pomaga myśl: „nie mam pewności, ale poradzę sobie z tym, co się wydarzy”.
  • Walka z myślą może bardziej skupiać na niej uwagę. Zapytaj, czy możesz teraz działać, a jeśli nie, spróbuj znieść niepewność bez dalszej analizy.

Często zadawane pytania

Czym jest zamartwianie się?

Zamartwianie się to martwienie, które zaczyna krążyć wokół tego samego zamiast pomagać coś rozwiązać. Według Martyny Jakubiszak zamartwianie się staje się problemem, gdy jest bardzo częste, trudne do zatrzymania albo zabiera dużo czasu. Jedna myśl „a co jeśli” uruchamia wtedy kolejne scenariusze, bardzo często dotyczące przyszłości.

Kiedy zamartwianie się staje się problemem?

Żadna liczba minut ani myśli nie wyznacza granicy, od której zamartwianie się jest problemem. Według Martyny Jakubiszak liczy się szerszy obraz: jak często się martwimy, jak trudno to przerwać, ile miejsca to zajmuje w życiu. Pytania dotyczą też snu, skupienia w pracy, ciągłego napięcia, unikania sytuacji albo cierpiących relacji.

Co robić, gdy nie mogę przestać się zamartwiać?

Martyna Jakubiszak nie zaczyna od walki z myślą, bo próba „nie myśl o tym” może jeszcze bardziej skupić uwagę na tym, czego chcemy uniknąć. Zamiast tego zauważa się „znowu się martwię” i pyta, czy da się coś zrobić teraz. Gdy się da, warto działać, a gdy nie, można pozwolić niepewności być.

Jak wygląda praca z zamartwianiem się w terapii CBT?

Praca zaczyna się od zrozumienia, jak zamartwianie się wygląda u danej osoby: co je uruchamia, jakie myśli się pojawiają, co osoba wtedy robi, co dzieje się z nią chwilę później. Według Martyny Jakubiszak nie ma jednej techniki dla wszystkich. Jeśli ktoś stale szuka 100 procent pewności, ogranicza się stopniowo zachowania, które ją dają, i uczy się tolerować jej brak.

Słuchanie pomaga zrozumieć. Rozmowa, ruszyć dalej.

Jeśli ten temat dotyczy Ciebie bardziej, niż chciałbyś przyznać, umów konsultację. Pierwsze spotkanie służy temu, żeby spokojnie rozeznać sytuację.

Marcela Kwiecień

mgr Marcela Kwiecień

Psycholog, psychoterapeutka poznawczo-behawioralna (wts.)

Zobacz profil
Martyna Jakubiszak

mgr Martyna Jakubiszak

Psycholog, psychoterapeutka poznawczo-behawioralna (wts.)

Zobacz profil